Czcionka:

A+
A-

Kontrast:

NIEZAPOMNIANA WYCIECZKA KL. VB, VIA, VID

NIEZAPOMNIANA WYCIECZKA KL. VB, VIA, VID

21 maja uczniowie z klas 5b, 6d, 6a, którzy mieli jechać na wycieczkę do Ojcowa, stawili się o godzinie 6.20 na dworcu PKP w Gdańsku. Czekały na nich opiekunki p.Agnieszka Lampkowska, p.Anna Bestfal, p.Asia Gibczyńska i p.Emilia Schulz. Wszyscy oczekiwali na pociąg Pendolino, który o 6.50 miał już ruszać. Każdy uczestnik czuł podniecenie i radość. Gdy na horyzoncie pojawił się nasz niebiesko - biały InterCity, dzieci zaczęły słać buziaczki swoim rodzicom i machać im na pożegnanie. Weszliśmy do środka jeden za drugim. Zapachniało kawą. Ekskluzywne, luksusowe siedzenia z oparciami i stoliczkami przykuwały jako pierwsze uwagę. Następne były czerwone gaśnice, a na końcu pani obsługująca wielki ekspres do kawy na kółkach, uśmiechnięta od ucha do ucha. Od razu zrobił sie gwar i harmider. Układaliśmy bagaże na półeczkach nad oknami. Każdemu żarzyły sie policzki z podniecenia i szczęścia. Podróż upływała szybko i w miłej atmosferze. Minęliśmy Warszawę.  Pałac Kultury i Nauki oraz Narodowa Murawa robiły naprawdę duże wrażenie.

    Długa tułaczka na koniec Polski dobiegła końca, kiedy zatrzymaliśmy się na dworcu w Krakowie. Poznaliśmy tam bardzo miłego przewodnika, pana Krzysztofa, który opiekował się nami przez cały tydzień. Zostawiliśmy bagaże na dworcu i poszliśmy zwiedzać krakowski rynek. Zabytkowe, ceglane baszty, kościoły, bramy i kamienice zapierały dech w piersiach. Tłumy ludzi na ulicach, cudowny zapach krakowskich, świeżych obwarzanek,  rozbrzmiewający hejnał i fruwające tu i ówdzie gołębie miejskie - to typowe dla Krakowa wizytówki. Poszliśmy na Wawel. Tam przewodnik opowiadał nam ciekawe legendy krakowskie i pokazywał trumny, w których spoczywali polscy królowie. Weszliśmy na wieżę Zygmunta i zobaczyliśmy na samej górze ogromny dzwon. Każdy dotknął jego serca, gdyż istnieje przesąd o tym, że kto dotknie serca dzwonu Zygmunta, będzie mieć szczęście. Zeszliśmy z Wawelu Smoczą Jamą. Panował w niej chłód, a skały były zimne i mokre. Przy wyjściu z jaskini stał pomnik smoka wawelskiego, który co chwilę ział ogniem. Zrobiliśmy sobie z nim zdjęcia i poszliśmy do bagażowni. Po odebraniu naszych bagaży, poszliśmy na przystanek, skąd odebrał nas autokar. Minęliśmy sporo ulic pełnych ruchu i gwaru. Pan kierowca zawiózł nas do małego pensjonatu w Ojcowie. Z początku ogromne wapienne skały w Ojcowie robiły wrażenie, ale po jakimś czasie przestały dziwić, ponieważ człowiek się do nich przyzwyczaił. W pensjonacie panowała miła atmosfera. Dziewczyny miały swój domek na górce obok naszego.

    Drugiego dnia każdy wstał wcześnie rano i zjadł pożywne śniadanie. Dzień mieliśmy spędzić na pograniczu Ojcowskiego Parku Narodowego, więc trzeba było zbierać siły na długą wyprawę. Wyjechaliśmy autokarem spod pensjonatu około 8. Mijaliśmy potężne, wapienne skały, zalesione pagórki, z których wystawały spomiędzy drzew gołoborza. Zatrzymaliśmy sie na parkingu na pagórku i udaliśmy się schodami na dziedziniec zamku w Pieskowej Skale. Nasz przewodnik pan Krzysztof opowiedział nam trochę o tej budowli, a później robiliśmy sobie zdjęcia na tle ładnych pejzaży widocznych z murów zamku. Pani Agnieszka zakupiła bilety i weszliśmy do wnętrza budowli. Wisiały tam obrazy różnych władców i szlachciców. Antycznych mebli tez nie brakowało. Potem wróciliśmy na dziedziniec, którego ściany i bruk były stworzone z wapiennego kamienia. Następnie w łanach kostrzewi i tymotki przedarliśmy się na ścieżkę prowadzącą do ogromnego wapiennego masywu - Maczugi Herkulesa. Pani Ania zrobiła nam zdjęcie na jej tle. Po powrocie do autokaru wyruszyliśmy do nowego  miejsca, mianowicie do Wieliczki, konkretnie do kopalni soli. Na miejscu otrzymaliśmy małe nadajniki, aby można było z daleka słyszeć przewodnika, który oprowadzał nas po podziemiach. Początek zwiedzania nie był zbyt atrakcyjny- słone, mokre ściany, ścieżka dydaktyczna, solne żyrandole. Nagle weszliśmy do ogromnej sali z solnym ołtarzem, lampami, pomnikiem Matki Boskiej i wieloma szczegółami zrobionymi z soli. To było niesamowite. Tamtejszy fotograf zrobił nam zdjęcie na tle solnych wytworów na sali. Przeszliśmy długim korytarzem do wielkiego pomieszczenia, w którym znajdował sie solankowy stawik. Oczywiście w grupie nie brakowało śmiałków ciskających w wodę monety na szczęście. Zwiedziliśmy także muzeum Żup Krakowskich i wyszliśmy na powierzchnię. Szybko zleciało nam to trzygodzinne spacerowanie podziemiami. Wróciliśmy do pensjonatu na obiad, a następnie bawiliśmy się na dworze pod nadzorem pań. Potem odbyło sie ognisko z kiełbaskami. Wieczorem, kiedy słońce zachodziło za jurajski horyzont, zjedliśmy sowite kiełbasy ze swojskich kijów prosto z ognia. Nasyciliśmy się na całą noc, o godz. 22 byliśmy we łóżkach.

    Następnego dnia wstaliśmy o godz.8 i zeszliśmy na śniadanko. Ok.godz.9 autokarem pojechaliśmy do miejscowości, w której znajdowała się Jaskinia Nietoperzowa. Od razu po przyjeździe weszliśmy do niej wraz z tamtejszym przewodnikiem. Było zimno i wilgotno, a z sufitu opadały śliskie stalaktyty. Stąpaliśmy po mokrych kamieniach i słuchaliśmy pana. Wiszących nietoperzy nie było, ponieważ w marcu skończyły zimową hibernację i wyleciały na dwór. Udało nam sie tylko spotkać kilka latających nietoperków. Dowiedzieliśmy się,  że w zwiedzanej jaskini nagrano kilka scen do filmu „Ogniem i mieczem" na podstawie książki Henryka Sienkiewicza. Po wyjściu z jamy poszliśmy wspinać sie na skałki. Każdy po kolei wchodził na łagodny masyw skalny, porośnięty częściowo kosodrzewiną, a później zjeżdżał tyrolką na dół. Nawet nauczycielki zjeżdżały i było bardzo zabawnie.  Następna atrakcja to drabinka. Wchodziło się po niej na pionową skałę, a potem schodziło. Oczywiście z zabezpieczeniem, typu solidny kask oraz liny przypięte karabińczykami do drabinek. Po tych wszystkich świetnych atrakcjach graliśmy w piłkę, kupowaliśmy pamiątki, aby następnie wrócić do pensjonatu na obiadokolację, po której był czas na zabawę na podwórku. Pod wieczór, kiedy chowało się słońce, odbyła się dyskoteka. Świetne, skoczne dyskotekowe piosenki dodawały energii oraz dynamiki, od Eda Sheerana po Black Sabbath. Nawet nauczycielki tańczyły, pani Ania balansowała ciałem jak nikt. Po tym całym bombowym szaleństwie, zasnęliśmy około północy.

   Kolejny dzień spędziliśmy na zwiedzaniu Ojcowskiego Parku Narodowego. Naszym pierwszym przystankiem była Jaskinia Krowia. Głęboka Jama wydrążona w wapiennej skale przez wodę. Później przewodnik opowiedział nam kilka słów o skale, która wyglądem przypominała rękawicę. Legenda o tym masywie dotyczyła sióstr Klarysek i Tatarów goniących je. Wszystkim podobały się tego typu historie. Każdy sobie wyobrażał wtedy tamtejsze kamieniste drogi, po których chodziły w skórzanych sandałach zakonnice, a dalej na matowych rumakach jechali Tatarzy  z kuszami i pochodniami w dłoniach. Następny postój zrobiliśmy przy Źródle Miłości. Jest przesąd, że kto napije się wody ze źródełka, to wkrótce spotka miłość życia. 

    Szliśmy pod górę między skałami, aż dotarliśmy do największej jaskini  w OPN - Groty Łokietka. W środku 7 stopni, zimno, woda na głowę kapała z wąskich stalaktytów. Przewodnik pokazał nam, gdzie kiedyś król Łokietek spał, jadł oraz opowiedział jak się tam władca znalazł. Po wyjściu z jaskini poczuliśmy się jak w tropikalnej, ekwadorskiej dżungli.  Wieczór po kolacji wspólnie spędziliśmy na dworze, potem udaliśmy się spać.

   Piątego dnia o poranku wszyscy się spakowali i wyjechali do Krakowa. Ponownie przeszliśmy przez najsłynniejszy i największy rynek miasta w Polsce. Następnie opalaliśmy się na rozległym trawniku nad Wisłą pod lipą drobnolistną. Po kilku minutach na twarzach zaczęły pojawiać się piegi i opalenizna. Kiedy wracaliśmy na starówkę i następnie na dworzec, u podnóża Wawelu zjedliśmy włoskie lody. Na dworcu udaliśmy się na fastfoodowy posiłek, aby tłuszcze i węglowodany dodały nam energii i siły podczas długiej tułaczki powrotnej pociągiem do domu. Kiedy przyjechał nasz polski ekspres, zajęliśmy w przedziale swoje miejsca. Każdy był podniecony, ale pociąg nie zrobił aż takiego wrażenia po raz drugi. W Gdańsku powitali nas na peronie rodzice. Całowali, głaskali, przytulali dzieci.

   To był świetny wypad, pełen wesołej energii i szczęścia. Nikt sie nie smucił nie rozpaczał. Aż trzy klasy SP50 poznały detale jurajskie wyżyny, takie jak jaskinie, skały, minerały oraz rozległe lasy.

Uważam, że ta wycieczka zostanie nam w głowach na bardzo długo.

Piotr Zając, VId

Bądź z nami
aktualności i informacje
Twój Boks
Dowolna informacja
Przykładowy button
Facebook